Blog,  Uczucia są ważne, a zęby myć trzeba

Uczucia są ważne, a zęby myć trzeba

Akceptowanie uczuć jest niezaprzeczalnie wspaniałym narzędziem i potrafi zdziałać cuda. Zdarzają się jednak sytuacje, w których potrzebujemy czegoś więcej. Akceptowanie uczuć może nie zawsze być pomocne, gdy potrzebujemy szybko zapiąć pasy w foteliku albo gdy chcemy żeby nasze dziecko posprzątało pokój. Dużą część dnia spędzamy zastanawiając się jak zachęcić dzieci do współpracy. Wchodząc w buty dziecka jest to męcząca perspektywa ciągłego słuchania co mają robić, a co nie. Z perspektywy rodzica, też jest męcząco! Bo przecież tylko chcemy, aby nasze dziecko było czyste, zdrowe i najedzone. Nikt jednak nie lubi, gdy wydaje mu się polecenia. Nawet my, dorośli. Na pewno przypomnicie sobie wiele sytuacji, gdy zakazy typu „nie dotykaj” sprawiały, że właśnie mieliście ochotę dotknąć. Nigdy nie przekroczyliście linii na peronie kolejowym, której „nie wolno” przekraczać, tylko z powodu tego zakazu? Ja, wielokrotnie! Tak właśnie działa ludzka natura. Jak pisze Joanna Faber: „Bezpośrednie rozkazy wywołują bezpośredni sprzeciw. […] Mamy nadzieję na skłonienie ich (dzieci) do posłuszeństwa, a budzimy odruch buntu w ich sercach.” 

Gdy przyjrzymy się naszemu językowi na co dzień, dla wielu znajomo zabrzmią zdania: „Zabrałeś jej zabawkę, przeproś!”, „Gdybyś zapisał, co jest zadane do domu, to nie musiałbyś teraz wydzwaniać o kolegach!”, „Nie baw się ogniem, bo podpalisz dom!”, „Zaraz spadniesz!”, „Dlaczego wylałaś sok?”. Są to komunikaty, których używamy, aby wyegzekwować coś od dzieci.

  • Rozkazy (To twój plecak? Podnieś go w tej chwili!)
  • Obwinianie i oskarżanie (Gdybyś się tak nie wierciła, to nie zrzuciłabyś szklanki!)
  • Przezywanie (Ale jesteś leniwy! Od tygodnia nie posprzątałeś pokoju!)
  • Ostrzeżenia (Zejdź ze stołu, bo zaraz spadniesz!)
  • Sarkazm (Popchnęłaś brata, bo chciałaś być pierwsza. Naprawdę jesteś wspaniałą siostrą…)
  • Pytania retoryczne (Dlaczego jesteś taki nieznośny?)
  • Kazania (Nikt nie lubi dzieci, które się nie dzielą z innymi. Nie będziesz mieć przyjaciół.)
  • Groźby (Jeśli nie zjesz wszystkiego co masz na talerzu, to nie odejdziesz od stołu.)

Kto z Was dobrze się czuje słysząc te zdania? Z pewnością zgodzicie się, że nie są to słowa, które zachęcają do współpracy czy budują bliższą więź z naszymi dziećmi. Z pomocą przychodzą nam Joanna Faber i Julie King, które proponują kilka kreatywnych sposobów, aby zachęcić nasze dzieci do współpracy.

 

Jak zachęcić dzieci do współpracy?

 

1. Posłuż się żartem

Wiem, że nie zawsze mamy siły i ochotę na żartowanie i zabawianie naszych dzieci, ale jeśli pozostało nam jeszcze trochę energii i poczucia humoru, to warto skorzystać z tego narzędzia.

Gadające przedmioty: Czy nie łatwiej włożyć w usta przedmiotów to, co chciałoby się przekazać samemu? Sprawdź reakcję dziecka, które usłyszy jak jego buty mówią: „ Czujemy się samotne, chciałybyśmy jakąś stopę w środku.”  Albo gdy pudełko na klocki woła: „Umieram z głodu! Nakarm mnie zielonymi klockami.”. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że na ustach malucha zagości uśmiech i zdecydowanie łatwiej i przyjemniej nakłonisz go do współpracy.

Zamiana nudnego zadania w grę: Zamiast mówić: „Wrzuć wreszcie to zabawki do pudełka” zaproponuj grę, w której zmierzysz swojemu dziecku czas, jaki zajmie mu wrzucenie zabawek do pudełka.  Zamiast mówić: „Natychmiast zdejmij brudną koszulkę”, powiedz: „Ciekawe czy umiesz zdjąć tą koszulkę z zamkniętymi oczami”.
Użyj głosu postaci z kreskówki, zamiast mówić żeby dziecko stało chwilę nieruchomo, zaproponuj zabawę, w której jest posągiem, udawaj, że nie wiesz czy rękaw powinnaś włożyć na nogę, a skarpetę na głowę. Dziecko zaraz przyjdzie Ci z pomocą! Wierzę, że Wasza kreatywność nie zna granic, dlatego pewnie sami wpadniecie na mnóstwo podobnych zabaw. Wiem, że możecie czuć się zmęczeni na samą myśl, ale zastanówcie się czy faktycznie więcej energii będzie was kosztować zamiana obowiązku w zabawę czy kazanie dziecku, aby coś zrobiło i zmaganie się z jego oporem i niezadowoleniem?

2. Daj wybór

Danie dziecku wyboru ma ogromną moc. W ten sposób oddajemy dziecku część odpowiedzialności za siebie, sprawiamy, że czuje się ważne i wzięte pod uwagę. Rozwijamy w nim poczucie sprawczości i dajemy przyjemność z podejmowania decyzji w sprawach, które jego dotyczą. Dlatego łatwiej nakłonimy dziecko do współpracy pytając: „Wolisz dotrzeć do auta skacząc na jednej nodze czy biegnąc najszybciej jak potrafisz?”, niż mówiąc: „Wychodzimy w tej chwili. Idziemy do auta!”. Zamiast: „Wkładaj piżamę!”, może przyjemniej będzie zapytać: „Wolisz włożyć piżamę na lewą czy prawą stronę?”. Ważne jest, aby dwie opcje były przyjemne. Inaczej z dawania wyboru zrobimy groźbę, mówiąc: „Albo idziesz ze mną, albo zostajesz sama w tym sklepie!”.

3. Pozwól dziecku za coś odpowiadać

Oddanie dziecku odpowiedzialności, nawet w małej sprawie, oszczędzi Ci pracy, a dziecku da dużo radości. Wyobraź sobie, że codziennie kłócisz się z dzieckiem o to, czy trzeba zakładać kurtkę. Rozwiązaniem tego, może być naklejenie na termometr obrazków z rodzajem kurtki, odpowiednim na daną pogodę. Możesz zaangażować dziecko do sprawdzania ile stopni jest na zewnątrz i wybraniu w związku z tym, ubrania odpowiedniego do temperatury.

4. Powiedz to jednym słowem

Czasem wygląda to tak, że do znudzenia powtarzamy naszym dzieciom te same prośby. My znamy je na pamięć i one też. Dlatego zamiast powtarzania po raz kolejny tej samej formuły, czasem warto ograniczyć się do użycia jednego słowa, po którym dziecko i tak będzie wiedziało o co nam chodzi. Czyli zamiast mówienia: „Znowu nie zamknąłeś za sobą drzwi. Kiedy w końcu zapamiętasz to, o co Cię proszę?”, wystarczające będzie powiedzenie: „drzwi”. Dziecko słysząc słowo „drzwi”, samo wpadnie na to, żeby zamknąć za sobą drzwi. Plusem tego narzędzia jest to, że możesz je stosować niezależnie od nastroju w jakim się znajdujesz i nie wymaga ono tyle nakładów energii co pozostałe.

5. Opisz to co czujesz

Od rodziców oczekuje się ogromnych pokładów cierpliwości i spokoju mistrza Zen. A ja mówię, że rodzice to też ludzie i empatyczne odpowiadanie na potrzeby dziecka nie zawsze jest możliwe. Co więcej, dziecko głównie od rodziców uczy się o tym jakie są emocje, jak je przeżywamy i wyrażamy, dlatego szczególnie ważne wydaje się, aby rodzice byli w tym autentyczni. Widząc jak starsza siostra bije młodszą, można wyrazić to stwierdzeniem: „Jestem wściekła, gdy widzę, że bijesz swoją młodszą siostrę”, zamiast ocenić lub nadać etykietę złośliwego dziecka. Kiedy widzimy nasze dziecko stojące blisko krawędzi stołu możemy powiedzieć: „Gdy jesteś tak blisko krawędzi stołu, to boję się, że możesz spaść. Chcę żebyś stał bliżej środka.”.

6. Napisz liścik

Znowu pora na przywołanie magicznej mocy słowa pisanego. Brzmi prosto i takie w sumie jest. Wyobraźcie sobie, że Wasze dzieci wciąż zapominają ściągnąć buty po wejściu do domu. Was to irytuje, zwłaszcza kiedy jest zima i zaraz robi się w domu brudno. Ile można powtarzać tą samą prośbę? Jeśli dochodzicie do momentu, w którym już sami nie możecie siebie słuchać, to jest to najwyższy czas na napisanie liściku lub narysowanie waszego symbolu zdejmowania butów. Jeśli powiesicie taki liścik w miejscu widocznym dla wchodzących dzieci, możecie być pewni,  że tym razem buty pozostaną w korytarzu. Taką przypominajkę trudno zignorować.

 

Artykuł został oparty na rozdziale książki Joanny Faber i Julie King  „Jak mówić żeby maluchy nas słuchały. Poradnik przetrwania dla rodziców dzieci w wieku 2-7 lat.”. 

Faber, A., & Mazlish, E. (2013). Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły. Poznań: Media Rodzina.
Faber, J., & King, J. (2017). Jak mówić żeby maluchy nas słuchały. Poradnik przetrwania dla rodziców dzieci w wieku 2-7 lat. Media Rodzina.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *